Gdyby zapytać przeciętnego Polaka, w tym praktykującego katolika, na czym polega święto obchodzone 1 listopada i jak je celebruje, usłyszelibyśmy najczęściej: to dzień, w którym z nostalgią i zadumą wspominam zmarłych i odwiedzam cmentarz.
Tym samym potwierdziłby sukces ... komunistycznej manipulacji.

Odwiedzający cmentarz, © cmentarze24.pl

Geneza świąt 1 i 2 listopada

W dniu 1 listopada Kościół katolicki obchodzi uroczystość Wszystkich Świętych, czyli święto, w którym nie ma miejsca na nostalgię - wręcz przeciwnie, jest to czas radości z tych, którzy już osiągnęli niebo. W tym dniu liturgia Kościoła wspomina wszystkich zbawionych - świętych kanonizowanych i tych znanych tylko Bogu - którzy osiągnęli pełnię życia w niebie.

Natomiast wspominanie zmarłych, ze szczególnym naciskiem na modlitwę za nich, przypada dopiero 2 listopada, w Dzień Zaduszny.  

To dwa różne święta, o różnym znaczeniu i genezie.

Papież Grzegorz III  - sprawujący swój urząd w latach  731-741 - jako pierwszy ustanowił obchody ku czci Wszystkich Świętych właśnie na dzień 1 listopada, konsekrując kaplicę w bazylice świętego Piotra i wyznaczając tę datę jako doroczne wspomnienie. Jego następca, papież Grzegorz IV - pontyfikat w latach 827-844 - w 835 roku rozszerzył to święto na cały Kościół zachodni i nakazał jego obchody jako obowiązujące dla wszystkich diecezji.

Dzień Zaduszny natomiast, formalnie decyzją papieża, wprowadzono do kalendarza oraz liturgii Kościoła w 1311 roku. Ale tradycja tego dnia pojawiła się już w X w., co potwierdza zalecenie opata klasztoru benedyktyńskiego w Cluny - Odylona, który w 998 r. wyznaczył na 2 listopada obowiązkowe modlitwy za wszystkich wiernych zmarłych – we własnym opactwie. Z czasem stopniowo obowiązek ten upowszechniono w całym Kościele katolickim.

Obecnie wielu Polaków myli już oba dni lub traktuje je jako jedno długie święto, mimo iż Kościół katolicki wyraźnie rozróżnia ich charakter: 1 listopada to radosna uroczystość tych, którzy są już w pełni zbawieni, a 2 listopada to wspomnienie dusz – głównie tych w czyśćcu, które potrzebują modlitwy.

Dlaczego tak się stało? A w szczególności dlaczego to 1 listopada nawiedzamy cmentarze i wspominamy zmarłych?

Komuniści w akcji

Kiedy po 1945r. komuniści przejęli władzę, zapragnęli rozszerzyć swoje wpływy na wszystkie sfery życia – w tym na sferę duchową. W ich materialistycznym światopoglądzie marksistowskim nie było miejsca na „świętości”. Dlatego komuniści – po pierwsze i po prostu - postanowili zmienić nazwę Wszystkich Świętych na Święto Zmarłych. Po drugie, radosne święto zamieniono na czas zadumy i nostalgii, propagując w telewizji i prasie relacje spod pomników, pod którymi składano kwiaty i zapalano znicze. Korzystając z wojennej traumy dziennikarze wybierali w tym celu cmentarze wojenne, zwłaszcza te z okresu II wojny światowej i związane z Polską Ludową, gdzie celebrowano pamięć po wojskowych i dygnitarzach partyjnych.

Grób Bolesława Bieruta, © cmentarze24.pl

Do kultywowania pamięci o zmarłych - zamiast celebrowania Świętych - próbowano przymusić w większości katolickie społeczeństwo w bardzo sprytny sposób. Dzień 1 listopada pozostawiono dniem wolnym od pracy, ale 2 listopada był  dniem roboczym, w którym rygorystycznie egzekwowano obecność w pracy.

Była to zmiana istotna, bo w II Rzeczypospolitej odwiedzanie grobów przodków w Dniu Zadusznym było zakorzenione w zwyczaju i wspierane drobnymi przywilejami - skróconymi lekcjami czy godzinami pracy, by umożliwić udział w mszach zaduszkowych. W PRL Polacy musieli przenieść te praktyki na dzień wcześniejszy. Zachęcały do tego także pozorne „przywileje": dodatkowe pociągi i autobusy, dodatkowe kasy biletowe na dworcach PKP, a w czasach reglamentacji paliw nawet talon na dodatkowe tankowanie dla zmotoryzowanych.

W ten sposób dokonała się swoista migracja wspominania zmarłych z 2 na 1 listopada, która – o zgrozo – przetrwała do dziś i to 37 lat po upadku komunizmu.